wtorek, 21 stycznia 2014

Masca

Do Teneryfy byłam zawsze negatywnie nastawiona. Niby wiedziałam,że pięknie,ale jednak ta komercja jakaś taka piłkowo- parasolkowo-piaskowa mnie odstraszała. Nie należę do plażowiczów,dlatego ta piękna wyspa nigdy nie znajdowała się nawet pod kreską mojej listy wyjazdów i wypoczynków. Kiedy jednak zakochałam się w Teide,wiedziałam,że odwiedziny na wyspie to tylko kwestia czasu. Jak się później okazało Masca czyli mała wioska i wąwóz o tej samej nazwie w górach Teno dają czadu równie mocno jak wulkan, do tego stopnia,że śnią się po nocach.
Dojechać tam można samochodem lub autobusem z Santa Cruz. My byliśmy tam zbyt krótko i nie udało nam się załapać na trekking,ale było warto nawet narobić sobie na niego ochoty.






.
PS. Podobno 100 lat temu stacjonowali tam piraci.









Pomarańcza z grandy;) tfu....z Teneryfy,najlepsze jaką jadłam,nie licząc paczek mikołajkowych epoki PRLu.










3 komentarze:

  1. Zdjęcia są fantastyczne. Te palmy! A ta pomarańczka... :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. W takim wspaniałym miejscu zdjęcia same się robią;)

    OdpowiedzUsuń